ROZDZIAŁ XXX
Rogata dusza junacka nie chciała istotnie wychodzić z cielesnej powłoki i nie wyszła. W miesiąc po powrocie do Lubicza rany pana Andrzeja poczęły się goić, wcześniej zaś jeszcze odzyskał przytomność i rozejrzawszy się po izbie zgadł zaraz, iż już jest w Lubiczu.
Następnie począł wołać wiernego Soroki.
-Soroka! - rzekł - miłosierdzie boże jest nade mną! Czuję, iż nie umrę!
-Wedle rozkazu! - odpowiedział stary żołnierz rozgniatając łzę kułakiem.
A Kmicic mówił dalej jakby sam do siebie:
-Skończona pokuta... widzę to jaśnie. Miłosierdzie boże jest nade mną!
Potem milczał przez chwilę, jeno mu się wargi poruszały modlitwą.
-Soroka! - rzekł znów po chwili.
-Do usług waszej miłości!
-A kto tam jest w Wodoktach?
-Jest panna i pan miecznik rosieński.
-Pochwalone imię Pańskie! Przychodziłli tu kto pytać się o mnie?
-Przysyłali z Wodoktów, pókiśmy nie powiedzieli, że wasza miłość zdrów będzie.
-A potem przestali przysyłać?
-Potem przestali.
Na to Kmicic.
-Nic jeszcze nie wiedzą, ale się ode mnie samego dowiedzą. Nie mówiłżeś nikomu, żem tutaj jako Babinicz wojował?
-Nie było rozkazu - odrzekł żołnierz.
-A laudańscy z panem Wołodyjowskim nie wrócili jeszcze?
-Nie masz ich jeszcze, ale lada dzień zjadą.